„Prawo międzynarodowe nie jest prawem, lecz zbiorem pobożnych zasad, które państwa deklarują przy ratyfikacji (że będą przestrzegać),  ale nie ma takiej siły, aby to wcielić w czyn.”

Prawo międzynarodowe nie jest prawem w sensie ścisłym. Nie spełnia żadnego z warunków, które definiują prawo: nie ma aparatu przymusu, nie ma wspólnoty, nie ma terytorium, nie ma realnej egzekucji. Nie istnieje organ, który mógłby wymusić przestrzeganie norm na silnych państwach, a bez tego nie można mówić o prawie. To, co nazywa się prawem międzynarodowym, jest w rzeczywistości zbiorem deklaracji, pobożnych życzeń i formułek, które od dekad pozostają niezmienne. Ich szkielet jest stały i przewidywalny, bo nie wynika z rzeczywistości, lecz z potrzeby utrzymania pewnej narracji.

Prawo międzynarodowe zawsze służy silniejszym. To narzędzie nacisku na słabszych, pretekst do zabierania głosu, uzasadnienie działań, zawsze „w dobrej sprawie”. Silni mogą je łamać bez konsekwencji, słabi muszą się tłumaczyć. Gdy zmienia się układ sił, prawo międzynarodowe nie zmienia się — zmieniają się tylko ci, którzy potrafią je wykorzystać. Mechanizm pozostaje ten sam.

 Prawo międzynarodowe To forum dyskusyjne najsilniejszych państw. To realizacja potrzeby: jak żyć obok siebie, żeby się nie zagryźć. Jakie wprowadzić bezpieczniki, żeby nie eskalować konfliktów. Jak zachować minimalny szacunek, nie obrażać się wzajemnie jako suwereni, nie podważać swojej powagi

Stosunki między państwami są takie same jak stosunki między ludźmi. Bo nie ma innych podmiotów — decyzje podejmują ludzie. Różnica polega tylko na tempie: państwa działają wolniej, z większym namysłem, bo za decyzją stoi grupa, nie jednostka. Ale mechanizm jest identyczny: każdy chce mieć dobrych sąsiadów, więc okazuje przychylność, zainteresowanie, pomoc, licząc na symetrię.

Prawo międzynarodowe nie jest więc prawem. Jest językiem, rytuałem, mechanizmem bezpieczeństwa, narzędziem komunikacji między silnymi. Jest sposobem na utrzymanie minimalnego porządku w świecie, w którym nie ma nadrzędnej władzy. Jest próbą stworzenia zasad współżycia między suwerenami, którzy

artykuł: „czym jest, czym nie jest prawo międzynarodowe”

„Prawo międzynarodowe nie jest prawem, lecz zbiorem zasad, które państwa deklarują, aby utrzymać minimalny porządek między suwerenami.”

prawo międzynarodowe w definicji oznacza zbiór zasad regulujących stosunki między państwami i innymi podmiotami prawa międzynarodowego. traktat to umowa międzynarodowa zawarta między państwami i regulowana przez prawo międzynarodowe. Tak mówi definicja, a co za nią się kryje.

formalnie podstawy prawa międzynarodowego tworzą: karta ONZ (1945), statut międzynarodowego trybunału sprawiedliwości (1945), konwencja wiedeńska o prawie traktatów (1969), konwencje genewskie (1949), konwencja o ludobójstwie (1948), konwencja o uchodźcach (1951), konwencja o zakazie tortur (1984), konwencja o prawie morza (1982) oraz liczne konwencje tematyczne. uzupełnia je zwyczaj międzynarodowy i ogólne zasady prawa. te akty obowiązują formalnie tylko państwa, które je ratyfikowały, a wiele z najsilniejszych (najważniejszych) państw ratyfikowało je wybiórczo lub wcale. Przypomina je sobie wtedy, kiedy jest to dla nich korzystne. A w naprawdę trudnych sytuacjach wymagana to zgodnej decyzji właśnie tej najsilniejszej grupy państw, co w praktyce jest nieosiągalne bo konflikty nawet na 3-cio rzędnej arenie są zazwyczaj pociągane za sznurki przez tych najważniejszych a nikt z nich nie może sobie pozwolić na utratę autorytetu” wręcz przeciwnie to staje się sposobem by go budować.
 To pokazuje, że moc tych norm zależy wyłącznie od woli politycznej najsilniejszych. To potwierdza, ze fizycznie prawa międzynarodowego nie ma

Historycznie prawo międzynarodowe nie wyrosło z prawa, lecz z polityki. najpierw istniały wyłącznie układy bilateralne, często wymierzone w państwo trzecie, jak przymierze świętej trójcy czy pakt ribbentrop–mołotow. były to porozumienia o współpracy, przyjaźni lub wzajemnej pomocy, ale równie często zawierały tajne klauzule dotyczące podziału wpływów lub działań przeciwko innym. dopiero po pierwszej wojnie światowej próbowano przenieść tę logikę na poziom wielostronny, tworząc ligę narodów, a później ONZ. była to próba nadania politycznym układom formy „prawa wszechogarniającego”, bez rozwiązania podstawowej sprzeczności: albo uczestniczą wszystkie państwa świata i mają tą samą siłę oddziaływania (suwerenności), co jest nierealne (bo suwerenność mówi o samostanowieniu czyli mogę robić co chcę), albo sprawczość mają tylko najsilniejsi, co automatycznie tworzy kategorię państw słabych, które można przywoływać do porządku.

Prawo międzynarodowe nie jest prawem w sensie ścisłym. Nie spełnia żadnego z warunków, które definiują prawo: nie ma aparatu przymusu, nie ma wspólnoty, nie ma terytorium, nie ma realnej egzekucji. Nie istnieje organ, który mógłby wymusić przestrzeganie norm na silnych państwach, a bez tego nie można mówić o prawie. To, co nazywa się prawem międzynarodowym, jest w rzeczywistości zbiorem deklaracji, pobożnych życzeń i formułek, które od dekad pozostają niezmienne. Ich szkielet jest stały i przewidywalny, bo nie wynika z rzeczywistości, lecz z potrzeby utrzymania pewnej narracji.

Prawo międzynarodowe zawsze służy silniejszym. To narzędzie nacisku na słabszych, pretekst do zabierania głosu, uzasadnienie działań, zawsze „w dobrej sprawie”. Silni mogą je łamać bez konsekwencji, słabi muszą się tłumaczyć. Gdy zmienia się układ sił, prawo międzynarodowe nie zmienia się — zmieniają się tylko ci, którzy potrafią je wykorzystać. Mechanizm pozostaje ten sam.

prawa międzynarodowego jest zupełnie inna niż sugeruje nazwa. To forum dyskusyjne najsilniejszych państw. To realizacja potrzeby: jak żyć obok siebie, żeby się nie zagryźć. Jakie wprowadzić bezpieczniki, żeby nie eskalować konfliktów. Jak zachować minimalny szacunek, nie obrażać się wzajemnie jako suwereni, nie podważać swojej powagi. Prawo międzynarodowe jest odwróconym lustrem: nie mówi, co robić, lecz czego nie robić, żeby nie doprowadzić do wojny.

Stosunki między państwami są takie same jak stosunki między ludźmi. Bo nie ma innych podmiotów — decyzje podejmują ludzie. Różnica polega tylko na tempie: państwa działają wolniej, z większym namysłem, bo za decyzją stoi grupa, nie jednostka. Ale mechanizm jest identyczny: każdy chce mieć dobrych sąsiadów, więc okazuje przychylność, zainteresowanie, pomoc, licząc na symetrię.

Prawo międzynarodowe nie jest więc prawem. Jest językiem, rytuałem, mechanizmem bezpieczeństwa, narzędziem komunikacji między silnymi. Jest sposobem na utrzymanie minimalnego porządku w świecie, w którym nie ma nadrzędnej władzy. Jest próbą stworzenia zasad współżycia między suwerenami, którzy nie uznają nad sobą nikogo.

Krótkie podsumowanie moich tez czym jest, czym nie jest prawo międzynarodowe:

  • prawo międzynarodowe nie jest prawem, bo nie ma aparatu przymusu, wspólnoty, terytorium ani egzekucji.
  • formalnie opiera się na traktatach i konwencjach obowiązujących wszystkich,

   ale obowiązują one tylko tych, którzy je ratyfikowali — a najsilniejsi ratyfikują wybiórczo.

  • realna moc norm zależy wyłącznie od woli politycznej najsilniejszych państw, nie od treści dokumentów.
  • historycznie wyrasta z polityki, nie z prawa — od układów bilateralnych po Ligę Narodów i ONZ.
  • system jest wewnętrznie sprzeczny, bo zakłada równą suwerenność, ale działa tylko wtedy, gdy zgodzą się najsilniejsi.
  • prawo międzynarodowe służy silnym, a słabych dyscyplinuje.

artykuł: „czym jest, czym nie jest prawo międzynarodowe”

prawo międzynarodowe w definicji oznacza zbiór zasad regulujących stosunki między państwami i innymi podmiotami prawa międzynarodowego. traktat to umowa międzynarodowa zawarta między państwami i regulowana przez prawo międzynarodowe. w praktyce oznacza to odwołanie do kilku formalnych źródeł: traktatów, zwyczaju międzynarodowego, ogólnych zasad prawa oraz orzecznictwa trybunału w hadze. definicja wygląda poważnie, ale nie tworzy realnego systemu prawnego, bo nie istnieje aparat przymusu ani organ zdolny egzekwować te zasady wobec suwerennych państw.

formalnie podstawy prawa międzynarodowego tworzą: karta onz (1945), statut międzynarodowego trybunału sprawiedliwości (1945), konwencja wiedeńska o prawie traktatów (1969), konwencje genewskie (1949), konwencja o ludobójstwie (1948), konwencja o uchodźcach (1951), konwencja o zakazie tortur (1984), konwencja o prawie morza (1982) oraz liczne konwencje tematyczne. uzupełnia je zwyczaj międzynarodowy i ogólne zasady prawa. te akty obowiązują tylko państwa, które je ratyfikowały, a wiele najważniejszych państw ratyfikowało je wybiórczo lub wcale, stosując je wtedy, kiedy jest to dla nich korzystne. to podważa ich charakter prawny i pokazuje, że moc tych norm zależy wyłącznie od woli politycznej.

historycznie prawo międzynarodowe nie wyrosło z prawa, lecz z polityki. najpierw istniały wyłącznie układy bilateralne, często wymierzone w państwo trzecie, jak przymierze świętej trójcy czy pakt ribbentrop–mołotow. były to porozumienia o współpracy, przyjaźni lub wzajemnej pomocy, ale równie często zawierały tajne klauzule dotyczące podziału wpływów lub działań przeciwko innym. dopiero po i wojnie światowej próbowano przenieść tę logikę na poziom wielostronny, tworząc ligę narodów, a później ONZ. była to próba nadania politycznym układom formy „prawa”, bez rozwiązania podstawowej sprzeczności: albo uczestniczą wszystkie państwa świata, co jest nierealne, albo tylko najsilniejsze, co automatycznie tworzy kategorię państw słabych, które można przywoływać do porządku.

prawo międzynarodowe nie jest prawem w sensie ścisłym. nie spełnia żadnego z warunków definiujących prawo: nie ma aparatu przymusu, nie ma wspólnoty, nie ma terytorium, nie ma realnej egzekucji. nie istnieje organ, który mógłby wymusić przestrzeganie norm na silnych państwach. to, co nazywa się prawem międzynarodowym, jest w rzeczywistości zbiorem deklaracji i życzeń, które od dekad pozostają niezmienne, bo wynikają z potrzeby utrzymania narracji, a nie z realnej mocy.

prawo międzynarodowe zawsze służy silniejszym. jest narzędziem nacisku na słabszych, pretekstem do zabierania głosu i uzasadniania działań, zawsze „w dobrej sprawie”. silni mogą je łamać bez konsekwencji, słabi muszą się tłumaczyć. gdy zmienia się układ sił, prawo międzynarodowe nie zmienia się — zmieniają się jedynie ci, którzy potrafią je wykorzystać.

jego rzeczywista funkcja jest inna niż sugeruje nazwa. to forum rozmowy najsilniejszych państw, mechanizm pozwalający żyć obok siebie bez eskalacji. to zestaw bezpieczników: jak się nie obrażać, jak nie tracić twarzy, jak nie prowokować konfliktu. prawo międzynarodowe jest odwróconym lustrem — nie mówi, co robić, lecz czego nie robić, aby nie doprowadzić do wojny.

stosunki między państwami są takie same jak między ludźmi, bo decyzje podejmują ludzie. różnica dotyczy tylko tempa: państwa działają wolniej, bo za decyzją stoi grupa, nie jednostka. mechanizm pozostaje ten sam — każdy chce mieć dobrych sąsiadów, więc okazuje przychylność, zainteresowanie i pomoc, licząc na symetrię.

prawo międzynarodowe jest sposobem na utrzymanie minimalnego porządku w świecie pozbawionym nadrzędnej władzy. jest próbą stworzenia zasad współżycia między suwerenami, którzy nie uznają nad sobą nikogo.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *